Walka o finał Ligi mistrzów Barcelona vs Liverpool, dwa giganty światowego futbolu, dwa wspaniałe, kreatywne i piekielnie silne zespoły spotykają się w przedwczesnym finale, można by rzec, lecz półfinał też ma swoje plusy z perspektywy kibica, ponieważ daje nam dwa ekscytujące mecze zamiast jednego finałowego! Ja jako osoba kochająca ten najpiękniejszy sport na świecie, byłem przekonany, że po pierwszym meczu znamy już finalistę najważniejszego piłkarskiego turnieju w Europie w 2019 roku. Co się jednak okazało, Jurgen Klopp i jego banda wściekłych psów z Liverpoolu, bo inaczej nie można nazwać tej grupy zawziętych dzieciaków, który doskakiwali do zawodników Barcelony jak Bulterier do gardła w obronie swojego właściciela.
Pierwszy mecz na własnym stadionie 3:0 – wynik nie do końca odzwierciedlał to, co działo się na boisku, ale fantastyczny Leo Messi do spółki z Luisem Suarezem rozmontowali zawodników „The Reds” na tyle, że naprawdę ciężko było pomyśleć o jakiekolwiek pozytywne nastawienie w kwestii rewanżu.
Można było napisać, że zawodnicy Bulgarany pojechali na dwudniową wycieczkę do miasta Beatelsów, aby dopełnić formalności, po prostu odhaczyć, zbytnio się nie męcząc, w tym drugim półfinałowym spotkaniu.
Niestety, nic bardziej mylnego, ta zgraja z Liverpoolu zaczęła mecz, tak jak wszyscy przewidywali, rzucili się na graczy w fioletowych koszulkach od pierwszej minuty, od samego początku było widać, że to nie będzie spacerek dla Leo Messiego i jego kolegów z drużyny. Już w 24 minucie po błędzie w ustawieniu Pique, piłka wpadła pod nogi Origiego a ten tylko dopełnił formalności z bliskiej odległości.
Liverpool nie dawał za wygraną, uderzał raz po raz ze zdwojoną siłą, Van Dijk dyrygował szczelną obroną zawodników w czerwonych koszulkach tak, że nie było mowy o kontrze ze strony przeciwników.
Koniec pierwszej połowy, skromne 1:0, dlaczego skromne? Co to jest jedna bramka przewagi, jeśli grasz z najlepiej dysponowaną Barceloną od lat. Najlepsze jednak miało dopiero nastąpić. Szybkie 2:0 po strzale Arnolda, 5 minut później znowu Origi ładuje z dystansu na 3:0 i coś, co nie miało prawa się zdarzyć, coś nielogicznego dzieje się na naszych oczach – Liverpool wraca do gry a przed nami jeszcze na oko 18 minut do końca. Wymiana, cios za cios, akcja za akcję i mamy 80 minutę meczu, rzut rożny i WIjandjim podaje do Origiego, w ten w piękny sposób pokonuje Ter Stegena i ekipa Bługarany ląduje za burtą. Do końca spotkania nic już się nie zmieniło, Liverpool nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa i dokonał rzeczy niemożliwej, to jest właśnie piękno futbolu, to jest to, co kochamy najbardziej w tym sporcie, czyli brak jakiejkolwiek logiki!